Cyberpunk i okolice w filmie, kulturze, literaturze.
Blog > Komentarze do wpisu

Jeff Noon -"Wurt"

  Autor: Jeff Noon

  Wydawnictwo: Mag

  Przekład: Jacek Manicki

  Data wydania oryginalnego: 1993

  Pierwsze wydanie w Polsce: 1998



 

 

Są tacy, którzy Wurta zaliczają w poczet najważniejszych powieści lat ‘90. Nie lubię takich zestawień i trudno mi się do podobnej tezy odnieść. “Ważność” nie jest obiektywnie policzalnym wyznacznikiem. Wolę posługiwać się kryteriami nowości, oryginalnośći, jakości literackiej. W każdej z tych kategorii Wurt trzyma się w pobliżu maksimum. Posługując się rekwizytami cyberpunka opowiada baśń albo wręcz mit, wykraczając daleko poza zakres występowania zwyczajnej fantastyki rozrywkowej. Do tego przynajmniej na naszym literackim podwórku książka wywołała pewne kontrowersje1.

A zaczyna się niewinnie. Fabułę powieści stanowi krucjata pewnego młodego narkomana w poszukiwaniu zagubionej siostry. Siostry, z którą łączyła go kazirodcza miłość. Tłem na którym toczy się opowieść jest Manchester gdzieś w XXI wieku. Miasto ludzi uzależnionych od pomocy społecznej, zamieszkałe przez mozaikę kultur, ras a nawet gatunków i nie oferujące swoim mieszkańcom nic poza wszechobecną wirtualną rzeczywistością i minimum socjalnym.

Gdybym mógł poprzestać na wyliczeniu tych elementów świata przedstawionego, byłyby to dekoracje zupełnie nieoryginalne. Ale w przypadku Noona zwykłe słowa mogą znaczyć zupełnie niezwykłe rzeczy. Narkotyki to właśnie tytułowy wurt. Kolorowe piórka, których zażycie (włożenie do ust) przenosi bohaterów do krainy halucynacji. Tylko te halucynacje są po pierwsze wspólne, po drugie: powtarzalne - takie samo piórko zawsze daje ten sam efekt, po trzecie wcale nie są halucynacjami. Jest więc wurt nie tyle narkotykiem, ile środkiem przenoszącym do wirtualnej rzeczywistości. Piórka mają swoją hierarchię. Błękitne to zwykłe zabawki, gry, wurtualne telenowele i różne niewinne rozrywki. Różowe to porno. Czarne to zabawy nielegalne, mroczne instynkty i niebezpieczne sny. Żółte są na poły legendarne. Zakazane i śmiertelnie niebezpieczne. Nie dają możliwości przerwania gry w dowolnym momencie. Można w nich zginąć, można się zgubić. Właśnie w żółtym piórku Skryba, uzależniony od wurta członek młodzieżowego gangu, stracił siostrę. Kiedy narkotyk przestał działać i Skryba obudził się, zamiast pięknej Desdemony koło niego spoczywał obrzydliwy bezkształtny stwór - mieszkaniec jednego z wurtowych światów. Misją Skryby przez całą powieść będzie dokonanie wymiany zwrotnej - zwrócenie stwora wurtowi i uwolnienie Desdemony. Jest to teoretycznie możliwe, ale nikomu się jeszcze nie udało.

Towarzysząc Skrybie poznamy odrealniony i przedziwny świat. Świat, w którym oprócz ludzi występują widma, roboty, inteligentne psy i wurtowe istoty. Nic nie jest tu wyjaśnione, czytelnik ma przyjąć ten świat jak jest. To przypomina trochę podejście Gibsona z czasów Trylogii Ciągu. Ale podobieństw do wczesnych książek autora Neuromancera jest tu więcej. Większość postaci to życiowi rozbitkowie. Skitrowcy, gang w którym buja się Skryba, to żerujący na pomocy społecznej gówniarze, pozbawieni jakichkolwiek ambicji poza wurtowaniem. Samego Skrybę właściwie trudno lubić. Jego kazirodcze uczucie wobec siostry, ogólne mazgajstwo i skłonność do płynięcia z prądem skutecznie zniechęcają czytelnika. Ale to nie jest błąd w stworzeniu postaci, to prosta konsekwencja przyjętej strategii narracyjnej. Mimo wszystkich irytujących cech głównego bohatera jednak czytelnik mu kibicuje. W podobny sposób w Neuromancerze jest prowadzony wątek Case’a. Ale jest jedna istotna różnica - Wurt jest narracją pierwszoosobową.
Noon naprawdę wysoko postawił sobie poprzeczkę.

Na marginesie licznych narkotycznych podróży poznajemy Manchester pełen spelunek, pokątnych dyskotek, brutalnych policjantów, narkotykowych gangów, muzyków i artystów wurta. Ta “miejska” struktura opakowuję historię baśniową czy wręczy mitologiczną. Mitem który mam na myśli jest mit o Orfeuszu i Eurydyce. O ile przyjmiemy, że żółty wurt jest królestwem cieni (chociaż nie krainą umarłych), a Skryba usiłuję wydostać stamtąd kochankę, to takie porównanie wydaję się uprawnione. A to nie jedyny ślad. Chociażby sam wątek wymiany jest mitologiczny - w różnych wersjach mitów greckich pojawiały się podobne motywy, gdy ktoś mógł wyjść z zaświatów jeśli znalazł dla siebie zastępstwo. Zresztą, do mitu orfickiego jest tu wręcz nawiązanie wprost, choć nieco przetworzone. Mityczna Eurydyka umarła, po tym jak w  łydkę ukąsiła ją żmija. Tutaj odwrotnie - żmija wurtowa kąsa Skrybę i to praktycznie na chwilę zanim jego siostra zostanie uwięziona w Wurcie. A kultura klasyczna to nie jedyne źródło inspiracji Noona. Ważna postacią w powieści jest Kot Gracz. Kot mieszka w Wurcie i wydaje pismo dla użytkowników. Jest postacią legendarną i jednym z najpotężniejszych wurtowców. Jego misją jest wtajemniczanie w reguły gry innych użytkowników, ale bywa przy tym przemądrzały i irytujący oraz ma skłonność do filozofowania. Jego rady zaczynają być zrozumiała dopiero po fakcie, kiedy siłą rzeczy są już bezużyteczne. Źródło tej postaci będzie oczywiste dla każdego kto pamięta Alicje w krainie czarów, gdyż jest to nikt inny jak nowa wersja Kota z Cheeshire. Mamy więc już więc przynajmniej dwie isnpirację doskonale nadające się dla opowieści o nierealnej i niebezpiecznej krainie - mit Orfeusza i historię małej Alicji Liddel. Ale jest jeszcze trzecia, nieco bardziej skomplikowana, a nad nią tak naprawdę czwarta. Trzecią jest motyw Takshaki, złej i niebezpiecznej wurtowej istoty z którą zmierzyć się musi Skryba. Takshaka jest władcą wurtowych żmij, niebezpiecznych istot zagrażających podróżnikom po Wurcie ale także przedostających się do naszego świata. Noon jednak postaci Takshaki nie wynalazł, oryginalnie ten król złych węży pochodzi z indyjskiego eposu Mahabharaty. Tu zaczyna się jazda bez trzymanki. Walka z wężami Takshaki jest zadaniem wojowników, nie kapłanów. Gdybyśmy Skrybę chcieli traktować jak władającego magią, a w wurtowych realiach okazuję się on być postacią o nadprzyrodzonych mocach, to jego konflikt z Takshaką stanowi nie tylko ryzyko samo w sobie - jest też świętokradztwem2. Ale może usiłuję interpretować trochę za głęboko? Jedno jest pewne - wąż ma też zdecydowanie negatywne konotacje w symbolice judeochrześcijańskiej. I to jest właśnie czwarta płaszczyzna - mit o Edenie, przetworzony ale wciąż przez tę historię się przewijający.

Co do jakości literackiej warsztatu Noona to na pierwszy rzut oka widać jedno - ma ucho do dialogów. Znakomite ucho. W sposobie porozumiewania się postaci słychać dużą naturalność. Słowotwórcze wycieczki, słabo przetłumaczalne, giną niestety czasami w Polskiej wersji. Ale trzeba oddać sprawiedliwość Jackowi Manickiemu, tłumaczowi, że naprawdę dobrze poradził sobie z tym trudnym tekstem. Parę niespójności się wkradło, ale ogólna uroda prozy Noona została zachowana.

Jak widzicie sami, płaszczyzn interpretacyjnych otwiera się przy okazji tego tekstu mnóstwo. Co jednak gdybyśmy po prostu szukali rozrywki?

Powieść jest bardzo dynamiczna, ciągle coś się dzieje, akcja zwalnia naprawde rzadko. Wzajemne relacje między bohaterami są bogate i dają zaangażowanym postaciom przekonujące motywacje. Koloryt Manchesteru spowitego narkotycznym oparem i zaludnionego przez dziwaczne istoty naprawdę doskonale przemawia do wyobraźni. Zwroty akcji są dość zaskakujące, nie jest to powielanie starych schematów. Zawieszone nad całą powieścią pytanie o naturę rzeczywistości, jakkolwiek płytsze niż w powieściach Dicka, budzi niepokój. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że pierwsze  i ostatnie zadanie powieści sugerują, że wszystko co czytamy między nimi jest samo w sobie tylko halucynacją.

Trudno mi w rozrywkowej fantastyce znaleźć druga książkę, która by zachęcała do równie głębokich analiz. Finty w fintach i nawiązania w nawiązaniach. Dla mnie Wurt przy każdej lekturze to przeżycie. Czytałem go może z pięć razy i ciągle czuję, że poruszam się po samej powierzchni. Jeśli nie znacie tej książki to sięgnijcie po nią - chętnie poznam wasze zdanie.

W tym tekście opuszczam tradycyjnie w moich recenzjach obecny motyw punktowania słabych stron. Raz że będąc wielkim fanem tej książki jestem stronniczym sędzią. Dwa, że tych kilka nieścisłości których jestem świadom prawdopodobnie nie powstało przypadkiem. Co więcej, one chyba mają coś zaczyć. A ja jeszcze nie jestem pewien co. Ci którzy książki nie czytali chciałbym żeby z mojej recenzji wyciągnęli jeden wniosek - że powinni ją przeczytać i to uważnie. To znaczy, jeśli oczywiście chcą poznać jedną z książek, które symbolicznie oznaczają koniec klasycznego cyberpunku jako nurtu literackiego (obok Modyfikowanego węgla Morgana i Zamieci Stephensona). Generalnie chyba wszyscy którzy później sięgali po styl Neuromancera pisali już albo postcybeprunk, albo mniej lub bardziej udane stylizacje.

Gdybyśmy chcieli Wurta ulokować na osi rozwoju cyberpunku, to jakby nie patrzeć wychodzi nam skrajnie prawa strona. Ale ja wbrew wszystkiemu co napisałem o mitologii i piętrowych interpretacjach uważam Wurta za książkę cyberpunkową o tyle, o ile chodzi o konstrukcje świata. Wurt pokazuje jak pojawianie się nowej technologii (nawet pseudomagicznej) wpłynęło na społeczeństwo. I kiedy zredukuje się część co bardziej wystrzałowych dekoracji, albo potraktuje je symbolicznie - zostaje nam opowieść o subkulturze i stylu życia zbudowanym wokół nowej dekadenckiej używki. Do tego jeszcze używki która odbiera człowieczeństwo, dając w zamian szansę bądź ryzyko stania się czymś postludzkim. A to był jeden z wyróżników cyberpunka. Teraz byśmy pewnie postawili Wurta na półce z New Weird. Ale w latach ‘90 ten nurt praktycznie nie istniał.

Teraz mała ankieta - ilu z was zna tę książkę? Mam pomysł na parę tekstów, albo może filmików, w którym pokazałbym wam kilka możliwych interpretacji wurtowych motywów. Gwarantuję, ze można się zdziwić. Ale to zadziała tylko dla znających książkę. Każdemu innemu po prostu odbierze motywację do jej przeczytania, a tego bym nie chciał. Dajcie w komentarzach znać co o tym myślicie. Mi sie aż łapki palą do tego.

I czytając Wurta bądźcie uważni Kociaczki. Bądźcie bardzo, ale to bardzo uważni.



=========================================================================================================================

1Swego czasu, a pamiętam to, bo już wtedy się fantatsyką interesowałem, szumna reklama “Philip K. Dick lat ‘90” na okładce wywołała sporo dyskusji. Do tezy odnosili się między innymi Marek Oramus i Maciej Parowski. Żaden z nich się z nią nota bene nie zgadzał, ale obaj mieli o książce całkiem dobre zdanie (choć Oramus gorsze). Generalnie jakieś zwyczjane paperbacki wydawane wtedy przez Maga raczej specjalnych dyskusji nie wywoływały- to też drobny przyczynek do wielkości tej książki.


2Zemsta na wężach należy do obowiązków wojownika, do obowiązków bramina należy natomiast obrona wężów przed tą zemstą. Prawdy tej nauczył się bramin Ruru, syn Pramatiego, potomek w trzecim pokoleniu Cjawany, syna Bhrigu, który mścił się na wężach za to, że jeden z nich zabił swą trucizną jego ukochaną Pramadwarę. - Mahabharata, Opowieść 1, rozdział 3.


niedziela, 16 września 2012, mateusz_szary_skoczylas
Tagi: Wurt Vurt Noon
Przedruki do celów niekomercyjnych wyłącznie w niezmienionej formie i z podaniem autora i źródła. Przedruki do celów komercyjnych wyłącznie za zgodą autora. Kontakt: zielonaczcionka@gmail.com

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2012/11/08 21:24:02
Nie dałem rady. Przebiłem się przez pierwsze czterdzieści stron i poległem.
Oisaj
tramwajnr4.blog.pl
-
2012/11/11 19:09:40
Co Ci się tak bardzo nie podobało? Bo tempo generalnie to historia ma niezłe...